Gdzie Neptun króluje: o Warszawie, Syrenach i neptunicznych aurach stolicy

zodiak copy

Nie ma wątpliwości, że stolicą Neptuna jest Gdańsk. Tam, na Długim Targu władca morskich głębin ma swój najsłynniejszy cokół. Niestety, nie mam fotki z Gdańska, ale na pewno wszyscy znamy jego dumną pozę. Tam trzyma go obowiązek władcy, stąmtąd  spogląda na swoje królestwo.

Czasem Neptun wybiera się na przejażdżkę po Europie  i dociera w głąb półwyspu Iberyjskiego,  aż do Madrytu.

madryt neptun

W stolicy Hiszpanii zdecydowanie wybiera rozrywkę: na rydwanie zaprzężonym w konie morskie ściga się z boginią Kybele (po hiszpańsku zwaną Cibeles), której statua ozdobiona fontanną stoi na innym odcinku Gran Via.

Są jednak miasta, w których nie widujemy go na eksponowanych miejscach, a jednak jego władzę czuć na każdym kroku. To neptuniczne lenna. Jednym z takich miast jest Warszawa.

Neptuniczne mroki początków miasta

Zacznijmy od korzeni. O ile poprzednie stolice Polski: Gniezno i Kraków mają legendy, których nikt nie kwestionuje, o tyle znana nam legenda o Warsie i Sawie mocno trąci rybą… Aktualnie obowiązująca wersja o rybaku Warsie i jego domniemanej żonie Sawie jest bardzo nieprawdopodobna nawet w kategorii legend. Otóż Wikipedia podaje, że Sawa jest starosłowiańskim imieniem… męskim. Czyżby więc założyciel miasta był kochający inaczej? Niewykluczone, w tym neptunicznym mieście wszystko jest możliwe. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, by założyciele miasta byli gejami, zaś neptuniczna nieścisłość, co do rodzaju imienia Sawa, to kamyk w ogródek byłego prezydenta miasta, który nie zezwolił na paradę homoseksualistów.

Chaos z legendą narodził się w wieku XIX, kiedy w Warszawie nie rządził już król tylko car. Patriotyczni publicyści ogłosili konkurs literacki na stworzenie legendy warszawskiej – w ramach sienkiewiczowskiej myśli krzepienia serc. Wtedy została spisana i opublikowana historia o Warsie i Sawie. Saturniczni krakowiacy podśmiewają się z młodej warszawskiej  legendy, zaś neptuniczni warszawiacy po rybiemu wzruszają ramionami. Kiedyś pewnie krakowiakom przejdzie…

Przyznam, że bardziej przypadła mi do gustu druga wersja legendy mówiąca o kucharzu Sawie, do którego głodni flisacy wołali: „Warz Sawo!„. Tak czy siak ta wersja też nie pasuje do etymologii nazwy miasta, bo pierwsze źródła podają istnienie wioski o nazwie Warszowa lub Warszewa (nazwa pochodzi od zdrobnienia imienia rycerza Warcisława). Ale co tam, my warszawiacy neptunicznie kochamy nasze miasto miłością absolutną. Kupimy każdą historię, byleby opowieść się snuła.

Król Neptun osobiście nie odwiedza swojego lenna. Nie ma tu dla niego godnego miejsca, brak tronu lub cokołu. Na Służewcu jest tylko biurowiec nazwany jego imieniem oraz kilka firm z Neptunem w nazwie. Ma za to namiestniczkę. Jest nią warszawska Syrenka.

Zastępstwo na namiestnikowskim tronie

Symbolika Syreny nie pozostawia żadnych wątpliwości co do neptunicznego charakteru miasta. Mityczne syreny są stworzeniami morskimi o ciele ryby z głową lub torsem kobiety. Czasem były przedstawiane jako pół-kobiety, pół-ptaki, przy czym ptasie ciała są w kulturze starsze. I tak właśnie ewoluował herb Warszawy. Najstarsza pieczęć miasta z 1390 roku przedstawiała postać w połowie ludzką, w połowie ptasią. Problem jednak polega na tym, że tors ma męski. Wracamy więc do naszego Sawy, który wcale nie był kobietą?
Niecałe 100 lat później na miejskich pieczęciach mamy już pół kobietę, pół gryfa.  Rybi ogon pojawił się dopiero w latach 20. XVII wieku.

Krótka historia warszawskiego herbu do poczytania na stronach Wikipedii.

Neptuniczny humor warszawiaka-cwaniaka

W peerelowskiej gwarze warszawskiej (w środowiskach niekoniecznie eleganckich)  istniało wyrażenie „odwalić syrenę” co oznaczało wypicie taniego wina „z gwinta”. Jeśli ktoś nie rozumie istoty tego określenia, niech się ustawi przed lustrem bokiem, z butelką w dłoni i popatrzy na swoją rękę, a następnie porówna gest do gestu Syrenki z herbu stolicy.  Skojarzenie przychodzi natychmiast. A król Neptun złośliwie chichocze w morskich głębinach…

Najsłynniejsze Syreny

W Warszawie spotykamy Syrenki w różnych miejscach. Dwie najbardziej znane, to postać ze Staromiejskiego Rynku i druga z Powiśla stojąca obok dziś już nieistniejącego mostu Syreny. To kolejne historie spod znaku Ryb.

Staromiejska Syrenka stanęła na Rynku Starego Miasta w 1855 roku. Kilkakrotnie przenoszono ją z miejsca w miejsce. Z dzieciństwa pamiętam ją na murach Barbakanu, gdzie groźnie spoglądała na wschodnią stronę wymachując mieczem, znów dziś znajdziemy ją na Rynku Starego miasta.

01 syrena

Ponieważ była bardzo zniszczona, w ostatnich latach oddano ją do konserwacji. Wróciła na pierwotne miejsce 1 maja 2008 o godzinie 6.00 rano. Rzućmy okiem na horoskop wydarzenia. Bliźnięta na ascendencie, władca horoskopu w 12 domu, wraz ze Słońcem i Wenus – rybia piękność powróciła do świata żywych zaczynając jego nowy etap o wschodzie Słońca. IC w Raku (wróciła tam, gdzie pierwotnie była eksponowana), ale z Marsem na IC, zatem nie zapowiadało się, by długo tam postała. No i nie postała: niecałe dwa tygodnie później została zabrana, a na jej miejscu wylądowała kopia. Oryginał możemy podziwiać w Muzeum Historycznym miasta stołecznego Warszawy.

Druga Syrenka jest znacznie młodsza. Nadwiślańska piękność pojawiła się w stolicy tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej, i – o dziwo – przetrwała okupację, powstanie i wyzwolenie. Kilkakrotnie była poddawana renowacji i przemieszczana, ale zawsze stała tam gdzie jej miejsce: nad Wisłą.

02 syrena

Pomnik dłuta Ludwiki Nietschowej (solarny Strzelec z Księżycem najprawdopodobniej w koniunkcji z Plutonem i Neptunem) był tworzony w latach 1936-1937, zaś odsłonięty w 1939 r.  Rzeźbiarce pozowała warszawska poetka Krystyna Krahelska. Modelka Nietchschowej to kolejna postać, która przypieczętowała neptuniczny charakter stolicy (Księżyc, Merkury i węzeł północny w Rybach). Poetka i etnografka w myśl idei znaku Ryb złożyła swoje życie w ofierze. Była harcerką i żołnierzem AK. W pierwszym dniu Powstania Warszawskiego została ranna ratując kolegę. Niestety rany okazały się zbyt ciężkie i młoda kobieta zmarła już następnego dnia. Miała zaledwie 30 lat. Jak wiadomo, składanie ofiar, czasem z siebie samego, altruizm i empatia oraz pomoc potrzebującym jest cechą znaku Ryb, jego władcy Neptuna i domu XII.

A jeśli już jesteśmy przy Powstaniu Warszawskim, przypomnijmy datę wydarzenia: 1 sierpnia 1944, godzina 17.00. Wydarzenie do bólu plutoniczne, jednak mamy tu też udział Neptuna. Na niebie był półkrzyż w znakach kardynalnych z Neptunem (Waga)  na wierzchołku i opozycją Księżyca (Koziorożec) i Saturna (Rak)  na ramionach. Neptun jest najwyżej na niebie. Nie oszukujmy się: tego dnia Stolica złożyła sama siebie w ofierze. Dla przyszłych pokoleń, by ci, którzy przeżyją postawili neptunowe świątynie i mieli gdzie opłakiwać ofiary.

Neptuniczny dom XII to dom końca. Jako ostatni sektor kosmogramu wskazuje sprawy wymagające dokończenia. Upadek powstania – niestety – zakończył marzenia o powrocie do Warszawy rządu londyńskiego i pełnej niepodległości Polski. Wbrew oczekiwaniom powstańców rewolta upadła, a  stolica została odbita z niemieckich rąk przez Armię Czerwoną, która wytyczyła szlak dla tymczasowego rządu lubelskiego popieranego przez Stalina.

Przysłuchiwałam się kiedyś kompletnie bezsensownej (neptunicznej?) dyskusji w gronie warszawsko-krakowskim. Warszawiak rzucił pytanie: „A co by było, gdyby powstanie wybuchło w w Krakowie?„. Krakowiacy w odpowiedzi obrzucili go drwiącym uśmieszkiem. Nie ma mowy: w saturnicznym, zdroworozsądkowym Krakowie powstanie nie mogło wybuchnąć. Tam, w Galicji dba się o stare mury, Koziorożec nie przeżyłby zniszczenia solidnych podstaw. W Warszawie zaś płynie się z prądem Ryb. Neptun nie pozwala myśleć rozsądnie, on tylko mówi: płynie… płynie… płynie…  I właśnie dlatego popłynęła krew.

Kilka akapitów wcześniej wspomniałam o moście Syreny. To kolejna historia z Neptunem w tle. W latach 80. zamknięto najważniejszy most stolicy: most Poniatowskiego, by przeprowadzić jego renowację. Na czas remontu wojsko zbudowało zastępczy most saperski, by odciążyć przeprawę przez Wisłę innymi arteriami. Syreniak miał służyć miastu niecały rok. Ale neptuniczna prowizorka okazała się bytem całkiem trwałym. Najpierw oddanie wyremontowanej Poniatówki przesunęło się w czasie (jakie to neptuniczno-warszawskie!), potem pozostawiono go, by służył miastu podczas remontu  mostu Śląsko-Dąbrowskiego. A jeszcze później okazało się, że bez Syrenki nie ma życia w stolicy. Zatem most Syreny stał aż do roku 2000, kiedy tuż obok niego wybudowano most Świętokrzyski. Nota bene w jego okolicy mamy neptuniczny tunel prowadzący donikąd.

Zakończenie żywotu Syreniaka było związane ze skandalem. Warszawscy kupcy zainwestowali pieniądze w przyszłe centra handlowe po praskiej stronie mostu Świętokrzyskiego. Centra jednak nie powstały, a pieniądze inwestorów gdzieś wypłynęły.

I na koniec elegii o moście Syreny: jego śmierć a zarazem narodziny mostu Świętokrzyskiego uświetnił otwarty koncert  zespołu grającego co prawda muzykę uraniczną, ale o neptunicznej nazwie:  Tangerine Dream.

Na zdjęciu nadwiślańska Syrenka pięknie prezentuje się na tle mostu Świętokrzyskiego.

Adres spod znaku Ryb

Przeciętny Polak ma w dowodzie tożsamości normalny adres. Gdy mieszkaniec jakiegokolwiek miasta pisze: „ul. Kwiatowa 5/7” wszyscy wiedzą, że „5″ to numer ulicy, a „7” jest numerem mieszkania. Logiczne, prawda? Logiczne, ale nie w Warszawie. Przez większą część życia w adresie pisałam „27/31” i „31” nie oznaczało mieszkania, bo mieszkanie miało zupełnie inny numer.  „27/31” to był numer ulicy. Teraz też mieszkam w bloku z łamanym numerem. Drodzy mieszkańcy innych miast: pamiętajcie, tu Neptun siedzi również  w Ratuszu. Gdy warszawiak podaje Wam adres, „łamaniec” to część numeru ulicy. Przeciętny mieszkaniec stolicy numer mieszkania pisze tak: „m.7„, czyli cały adres wygląda tak: „ul. Kwiatowa 5 m. 7″, albo: „ul. Kwiatowa 112/114 m.17″. Warto o tym pamiętać przy projektowaniu witryn sklepów internetowych, formularze z adresem powinny akceptować znak „/”, a pole do wpisania numeru ulicy powinno przyjmować więcej niż trzy znaki. W moim przypadku to aż znaków siedem.

(przykładowe adresy w tej części notki są fikcyjne)

Legendy chodzą po ulicach

Neptuniczne powietrze Warszawy to najlepsze środowisko naturalne dla żywych legend. Nie sposób wymienić tych wszystkich, którzy stawiali stopy na krzywo ułożonych płytach chodnikowych. Żywe legendy wtopiły się w panoramę miasta: od przedwojennej warszawskiej ladacznicy Czarnej Mańki, poprzez Wiecha, tandem Himmilsbach-Maklakiewicz aż do tych, którzy żyją i dziś  stanowią element pejzażu stolicy.

Długo by się spierać kto jest bardziej warszawski: Grzesiuk, a może  Petersburski? Ten ostatni jest nieco zapomniany, więc wyciągnę jego postać, by przybliżyć ją tym, którzy nie raz nucili pod prysznicem „Tango Milonga„, a nie pamiętają nazwiska kompozytora.

Jerzy Petersburski to oczywiście warszawiak, i w Warszawie najlepiej słucha się jego kompozycji.
W Warszawie urodził się i tu zmarł, mimo że część życia spędził na emigracji. Jego dorobek artystyczny to przede wszystkim przeboje popularne, często prezentowane w filmach okresu międzywojennego. Nie znamy godziny urodzenia artysty, horoskop więc rysujemy tylko na datę narodzin: Warszawa, 20 kwietnia 1895.
Znak Ryb podkreśla Księżyc – jakże ważny w horoskopach artystów, a druga artystyczna planeta – Wenus stoi na początku stellum w Bliźniętach, w skład którego wchodzą również Pluton i Neptun.

W Warszawie spotkał innego artystę, który niezwykłym głosem rozsławił jego kompozycje. Tym człowiekiem jest Mieczysław Fogg. Tak samo jak Jerzy Petersburski, Fogg był warszawiakiem. Jego repertuar to piosenki o miłości ale i o Warszawie. W horoskopie piosenkarza mamy wielkie stellum w Bliźniętach, które rozpoczyna Słońce, a kończy Neptun. Bezpośrednio w ścisłej koniunkcji z Neptunem jest najważniejsza planeta piosenkarzy – Merkury.

Początkowo w tym miejscu napisałam, że Mieczysław Fogg wystąpił w innym neptunicznym przedsięwzięciu – filmie Zakazane piosenki. Jest to oczywiście neptuniczna pomyłka, bo chodziło o serial Dom. Jednak „Zakazane piosenki” – pierwszy powojenny film polskim o życiu stolicy w trudnych czasach wojny, znów tworzy neptuniczną atmosferę, bo muzyka to domena Neptuna.
Legenda głosi, że po wojnie, już w pierwszych tygodniach powrotów warszawiaków do miasta, otwarto kawiarnię, w której pan Mieczysław wykonywał swoje największe przeboje. Mimo, że miasto przymierało głodem, każdy szanujący się warszawiak musiał na własne oczy zobaczyć Fogga śpiewającego jeden z największych szlagierów Petersburskiego: „Ostatnią niedzielę„.

Ten wyjątkowo neptuniczny utwór zachwyca do dziś, i najlepiej słucha się go w maleńkich kawiarniach warszawskich. Nie trzeba być znawcą muzyki ani astrologii, by w tej piosence odkryć wpływy Neptuna.

Najukochańsze Ryby stolicy

Neptuniczna Warszawa kocha solarne Ryby. Najlepszym dowodem  na to jest postać Fryderyka Chopina. Data urodzenia kompozytora  jest spowita w neptunicznej mgle. W dokumentach jest podana na dzień 22 lutego 1810 r., ale wśród bliskich muzyk obchodził urodziny 1 marca. Niezależnie od tego, która data jest prawdziwa, Fryderyk Chopin  Słońce ma w Rybach.

Chyba tylko w rodzinnej Żelazowej Woli jego pamięć jest czczona tak samo jak w stolicy.  To w Warszawie, w Królewskich Łazienkach  stoi najpiękniejszy pomnik kompozytora. Pod nim przez całe lato melomani  mogą wysłuchać koncertów fortepianowych. W Warszawie działa od lat Towarzystwo im. Fryderyka Chopina. W kościele Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu  spoczywa jego serce. Do Warszawy tłumnie ściągają wirtuozi i melomani na Festiwal Chopinowski, zaś warszawskie okno na świat – Międzynarodowy Port Lotniczy został nazwany imieniem kompozytora.
Oczywiście warszawskie lotnisko też nosi w sobie znamiona Neptuna. Drugi terminal, który miał rozładować tłok, przez wiele miesięcy  nie mógł być oddany do użytku bo… tak i już. Podobno okoniem stanęły służby przeciwpożarowe.  Strażacy to ludzie w służbie Marsa, ale tam gdzie nie wiadomo o co chodzi, chodzi o Neptuna.  Przez długie miesiące warszawska prasa grzmiała, wyśmiewała, aż w końcu udało się. Ale to zbytnio nie poprawiło przepustowości lotniska. No bo co da nowy terminal, gdy nie buduje się nowych pasów startowych?

Wpis ten dedykuję Neptunowi, by spojrzał łaskawym obliczem na swoje lenno i wiernych wasali w ostatni sobotni wieczór czerwca, i proszę by oszczędził nam deszczu.

Na fasadzie kościoła Świętego Krzyża zobaczyłam informację o neptunicznym wydarzeniu w stolicy: w sobotę, 27 czerwca o godzinie 19.30, na Krakowskim Przedmieściu odbędzie się plenerowy koncert muzyki Fryderyka Chopina. Warszawiacy będą mogli na własne uszy przekonać się jak wielka jest wirtuozeria Piotra Palecznego (zwycięzcy Konkursu Chopinowskiego z roku 1970). W imprezie weźmie udział również solarna Ryba – Daniel Olbrychski.

01 Chopin

Horoskop wydarzenia nie jest zbyt zachęcajacy: koniunkcja Księżyca z Saturnem (Panna)  na MC da chłodny wieczór, i może zniechęcić szeroką publiczność do wyjścia z domu. Jednak władca IC – Mars w koniunkcji z Wenus (Byk)  i kwadraturze do koniunkcji Jowisza z Neptunem (Wodnik) przyprowadzi na koncert tych, którzy naprawdę kochają twórczość kompozytora ze Słońcem w Rybach, Neptuna i nasze miasto.

A zatem, jeśli ktoś nie ma planów na sobotni wieczór – niech przyjdzie na Krakowskie Przedmieście. Będzie przeneptunicznie.

I tak od Warsa i Sawy trafiliśmy pod warszawski kościół św. Krzyża. Figura na schodach wskazuje palcem niebo, a napis pod nią głosi „Sursum corda„, czyli „W górę serca„.

02 Chopin

Figura Jezusa to symbol neptunicznej wiary i nadziei mieszkańców miasta. Gdy podczas Powstania zbombardowano kościół, figura upadła w taki sposób, że ciągle wskazywała ręką niebo. Najpiękniejszy neptuniczny symbol, jaki widziałam na starych fotografiach. Podobno warszawiacy żyjący na rumowisku miasta interpretowali ten symbol jako wskazówkę, że miasto podniesie się po upadku, oraz jako zachętę do odbudowy.

Na koniec trzeba dodać, że decyzja o odbudowie Warszawy zapadła 3 lipca 1947 r. Sejm Wykonawczy uchwalił w tej sprawie ustawę (źródło – Wikipedia). Tego dnia w południe miała miejsce pełnia Księżyca w znakach kardynalnych (Słońce w Raku), zaś półkrzyż do pełni tworzył Neptun w Wadze.

Oczywiście w Warszawie znajdziemy też szczyptę Skorpiona, ale o tym innym razem.

Reklamy

Tagi: , , , , , ,

komentarzy 7 to “Gdzie Neptun króluje: o Warszawie, Syrenach i neptunicznych aurach stolicy”

  1. Iza Says:

    Warszawianką jestem… napływową, ale już przez sam fakt „zasiedzenia” mogę się nią mianować. Być może nie powinnam się przyznawać lecz niezbyt interesowała mnie historia tego miasta ponad tą, której standardowo uczy się w szkole. Ten artykuł jednak pochłonął mnie bez reszty, od początku do końca czytałam go z wypiekami na twarzy. Tyle ciekawostek i smaczków z dziejów Warszawy, przedstawionych w zabawny i spójny zarazem sposób. Genialny artykuł! W USA z pewnością został by nominowany do Nagrody Pulitzera. Tak dobrego artykułu dawno nie czytałam a czytam dużo. Pewnie redakcje różnych magazynów, w miastach „o zabarwieniu” merkuriańskim czy wenusowym, prześcigały by się w ofertach, abyś to właśnie dla nich pisała! Nie wiem jak to będzie w warszawskiej, neptunicznej rzeczywistości, ale „mam nadzieję i wierzę”, że za niedługi czas przeczytam kolejny fascynujący artykuł o „szczypcie Skorpiona w Warszawie”! 😀

    • anahella Says:

      Iza, mile łechcesz moje ego – trafiłaś miodem w mojego Lwa, a fakt, że przetrawiłaś to neptuniczne wodolejstwo o historii – czule odczuł mój Rak:)
      Dziękuję.

      Napływ ludzi z całej Polski do Warszawy to kolejny odcinek historii z Neptunem w herbie: w końcu osoby które nie pochodzą stąd to dar Neptuna dla miasta – jak kawałki bursztynów na bałtyckiej plaży.

      Oddzielenie od rodzin, domów, regionalnej tradycji i umiejętność przystosowania się do nowych warunków, dla nowych warszawiaków to też energia Neptuna, Ryb i domu XII. Pozdrawiam

  2. Iza Podlaska Says:

    Świetny tekst! Lekkie pióro w połączeniu z fascynującymi astrologicznymi obserwacjami! Tak trzymać!

    Co do miejsc poświęconych Neptunowi, to mam małą obserwację. Warszawiacy wprost kochają fontanny i każde osiedle marzy, aby ją mieć (nowe osiedle Marina na Mokotowie ma nawet spore jeziorko). Na moim osiedlu początkowy projekt zakładał dwie małe fontanny, ale developer w końcu zrobił jedną, a na miejscu drugiej wstawiono rzeźbę – dziewczynkę goniąca motyla. Niemrawi dotąd mieszkańcy zjednoczyli się w walce o fontannę i wygrali!

  3. Iza Says:

    ba! powiem więcej, nie tylko osiedla mają swoje fontanny, mają je także i biurowce (patrz: ul. Suwak, Domaniewska czy inne pobliskie prostopadle lub równolegle położone, a tworzące konglomerat nowoczesnych biurowców różnych firm), fontanny są także w centrach handlowych (patrz: Arkadia, Blue City). Ponoć – kiedyś rozmawiałam z architektem takich budowli – woda „dobrze robi” psychice, ludziom, którym przyszło mieszkać i pracować w industrialnych murach – i tutaj się z nim zgodzę. Jako że urodziłam się w Szczecinie, to widok fontann nie jest dla mnie jakimś egzotycznym zjawiskiem, ba, nawet do Bałtyku miałam jedyne 80 km. Może po prostu odrobina szumu wody dla każdego jest wskazana, co niechybnie dawno już zauważyli chińczycy 😀

    • anahella Says:

      Fontanny w mieście to nie tylko spokój, sympatia i oddech dla oczu i uszu. To symbol wielkomiejskości. Znacie na pewno film Dolce Vita i scenę w fontannie. Madryt ma swoich kilkaset. W Paryżu czy Lizbonie też ich nie brakuje. Może założyć Warszawski front budowy fontann?

      A co do Służewca – biurowiec Neptun znajduje się właśnie w okolicy ul. Domaniewskiej. Jest tam też Mars i Saturn, innych nie zauważyłam, ale jak znam życie pewnie inne planety też się doczekają. Jakbym miała wynajmować powierzchnię biurową to poczekałabym na Jowisza lub Wenus:)

      Dzięki dziewczyny za miłe słowa, obiecuję, że jak obrobię się z obowiązkami będzie podobny wywód o Skorpionie – choć nie tak obszerny, bo Skorpiona w Warszawie nieco mniej.

      • Iza Says:

        nie mogę się doczekać! jeszcze inna mi przyszła refleksja do głowy, bo zobaczyłam wczoraj na jakiejś stronie handlowej, został podany raport kwartalny porównawczy ze sprzedaży 2 hipermarketów EuroAgd i Saturna. No i niezłe jaja, bo większą sprzedaż miał Saturn ze swoim dictum przewodnim „Żer dla skner” – typowo saturniaste, aczkolwiek obroty chyba jak najbardziej jowiszowo-wenusjańskie… 😉 „front budowy fontann” połączył by niewątpliwie wiele stowarzyszeń (astrologów, naturopatów, radiestetów, kosmetologów, ekologów, architektów) i było by od razu piękniej w Warszawie i innych miastach! Zatem kto wie, kto wie, może dobrze, aby powstał taki „front” 😀

  4. Agata Says:

    Tak, świetny tekst. Dla mnie bardzo neptuniczny jest Wersal. Uwielbiam to miejsce z jego ogrodami, fontannami, muzyką; choć samego Neptuna nie kocham miłością wielką. Może powinnam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: